środa, 1 kwietnia 2020

rozdz2

1.04
Powracam. Byłam zajęta szkołą, takie tam. Wyszłam wczoraj z Grzmotem, posiedzieć z nim chwilę.
Jest moim najlepszym przyjacielem, spotkaliśmy się żeby pojeździć autem z Pawlakiem.
Grzmotu to mój najlepszy przyjaciel, kocham go. Ale więcej o nim później.
Zaczęłam kręcić z Jasiem. Fajny chłopak, bardzo mi się podoba. Napisał mi wczoraj że nie ma szacunku do kobiet i szanuje tylko swoją mamę. Ale, ogólnie dobrze mi się z nim pisze. Klei się rozmowa, ale spotkamy się dopiero po zakończeniu epidemii. Długo to nam raczej zajmie...
Jestem taka łatwowierna! Już tak zależy mi żeby Jasiek się we mnie zakochał. 
Dostaje przez niego paranoi.
Chce mi się przez niego ćpać.
On jest sam, ćpa sobie dla zabicia czasu. Ale, jego narkotyki nie przerastają tak jak mnie.
Nie zaczyna rozpierdalac sobie ciała.
Znowu kurwa. Wpadam w błędne koło.
Jak mam wyleczyć TAKĄ skazę na mojej psychice?
Chce mu się jakoś przypodobać. Zaimponować mu. Ćpając, kurwa?
Ciekawe czy mu na mnie choć trochę zależy. Jeśli tak, raczej mi na to nie pozwoli.
Ale jestem łatwowierna, nie? Wiem! No ale właśnie, co mam z tym zrobić
Od zawsze byłam taka kochliwa.
W przedszkolu bawiliśmy się tak, że chłopcy ganiali jedną piękną dziewczynę Weronikę. Ja byłam o nią zazdrosna. Broniłam ją przed chłopcami, ale ciągle starałam się wyrwać jednego, szczególnego. Nie pamiętam jego imienia.
Był też drugi chłopak, Mikołaj. Był moim ,,mężem"- razem, za malucha tworzyliśmy farmy dla dżdżownic. Kochał mnie, czystą, dziecięcą miłością. 
NIE- Sara jest najlepsza. Musi mieć najprzystojniejszego, najfajniejszego chłopaka w klasie.

Dzisiaj, stojąc w kuchni i robiąc sobie jedzenie, zorientowałam się jak  bardzo nieudolna jest moja mama. Prawie nie rozmawia z trójką dzieci! Ile my wymieniamy słów dziennie? 10?
Sana ma lepiej? A może Samer?
Wszyscy siedzimy pozamykani w pokojach. I tak było od zawsze!
Dlatego też, zrozumiałam dlaczego mój tata zostawił moją mamę. Wcale nie miał aż tak bardzo muzułumańskiego punktu widzenia- wszystko to, co wmówiła mi mama było częściowym kłamstwem.
Od zawsze tak było. Ciężko z rozmową, ciężko z czasem. Nawet jak gotowała rodzinne obiady w niedziele- było po niej widać tą farsę gosposi.
Kobieta wyzwolona. Kobieta sukcesu. 
Jest dobra, szczodra. Ale jak bardzo wpatrzona w siebie...